rejestracja | logowanie | newsletter



       


News

Ekspedycja na Czukotke!

Monika Witkowska, 2011-12-12

Dwa razy zatrzymanie, sąd, odciski palców, akcja z helikopterem i okrętem holującym jacht przez 250 mil, a na koniec wyrok nakazujący zapłacenie... 17 dolarów. Czeski film, bo nie za bardzo było wiadomo, o co w tym wszystkim chodzi. W każdym razie kiedy w nocy wskoczyli nam na pokład uzbrojeni żołnierze, wcale nam do śmiechu nie było.

,,Przecieranie szlaku" nie jest łatwe. Takiej trasy jaką sobie założyliśmy, z północnej Kanady w głąb rosyjskich wód i opłynięciem Czukotki, nikt przed nami jeszcze nie pokonywał. Do tej pory było tam zaledwie kilka jachtów płynących przez Przejście Północno-Wschodnie, ale to jednak inna trasa i inny charakter rejsu. Nam nie zależało wyłącznie na ,,oraniu" oceanu, chcieliśmy jak najwięcej zobaczyć i pokazać innym nowy, praktycznie nieznany akwen, zachęcając do pójścia w nasze ślady. Teraz z zachętami jesteśmy już ostrożniejsi...
Papierologia stosowana
,,Po co się tam pchaliśmy?" - może ktoś zapytać. Powód pierwszy - wraz z Börje, właścicielem Anny, lubimy Arktykę. Powód drugi: przekonałam Börje, że pomijając politykę i historię, Rosja to bardzo ciekawy kraj, a skoro będziemy na Morzu Czukockim, żal byłoby nie skorzystać z okazji i o Czukotkę nie zahaczyć. Nie bez znaczenia było, że mam doświadczenie w lądowym podróżowaniu po Rosji (także jej syberyjskiej części), znam język rosyjski i tamtejsze ,,klimaty". Wiedziałam jednak, że łatwo nie będzie, tak więc za załatwianie zezwoleń i wiz zabrałam się już 9 miesięcy wcześniej. Ponieważ rejs miał pomóc w promocji Rosji, patronem honorowym wyprawy został Ambasador Rosji w Polsce.
Tak jak przewidywałam, sprawy dokumentów ciągnęły się w nieskończoność. Dniami i nocami (bo na Czukotkę ze względu na różnicę czasu musiałam dzwonić w środku nocy) wisiałam na telefonie lub faksie (wiele urzędów rosyjskich zamiast e-maili preferuje faksy). Przyzwyczaiłam się, że ciągle dostawałam sprzeczne informacje albo że byłam odsyłana przez jednych urzędników do drugich. Poznałam chyba wszystkie mające siedzibę w Moskwie ministerstwa, różne firmy w Sankt Petersburgu i rozmaitych ludzi na Czukotce. Niestety, czas wypłynięcia się przybliżał, a my, choć dawno już wpłaciliśmy wymagane 200 dolarów, wciąż nie mieliśmy oczekiwanego zezwolenia na pobyt na Czukotce. W końcu, na dwa dni przed wyruszeniem razrieszenie dotarło! Ku naszemu miłemu zdziwieniu jako ,,port wejścia" widniał na nim ,,Pevek" - najbardziej na północ położone miasto Rosji, do którego zdaniem wielu Rosjan zgody na wejście raczej się nie udziela. Szczerze mówiąc zakładaliśmy że trzeba będzie Pevek odpuścić i płynąć do położonej dużo niżej Providenii, ale wtedy musielibyśmy zrezygnować z najciekawszej, północnej części Czukotki. W tej sytuacji zgoda na Pevek była miłym zaskoczeniem. Uczciliśmy to okolicznościową lampką wina i toastem: - Za udany rejs!
Ocean Arktyczny wita, czyli pierwsze lody
Na początku lipca 2011 lecimy na północ Kanady. Jacht, 10,5 metrowa Anna, czeka na nas w Inuvik, mieście położonym nad rzeką Mackenzie, ok. 60 mil od jej ujścia. Właśnie do tego portu po zeszłorocznym rejsie z Grenlandii dotarł będący właścicielem Anny Börje Ivarsson, Szwed, którego poznałam w ubiegłym roku podczas pokonywania Przejścia Północno-Zachodniego na Solanusie. Börje, który w ramach spraw rejsowych kilkakrotnie w Polsce się zjawił, a przy okazji szczerze polubił nasz kraj, proponuje, aby biorąc pod uwagę nasz dwuosobowy skład, płynąć pod dwiema banderami. Tak też robimy - obok szwedzkiej powiewa także biało-czerwona.
Po kilku pracowitych dniach w stoczni zimującej Annę w połowie lipca zrzucamy jacht na wodę i rozpoczynamy naszą eskapadę. O żeglowaniu wzdłuż brzegów kanadyjskiego Jukonu i amerykańskiej Alaski opowiemy nieco później; teraz skupimy się wyłącznie na rosyjskiej części rejsu.
Przygodę z Czukotką zaczynamy od Wyspy Wrangla, do której z Inuvik mamy około 1300 mil. Jak to w Arktyce, pogoda zmienia się jak w kalejdoskopie. Bywa, że morze jest gładkie jak lustro, a kilka godzin później musimy się refować. Podobnie jest z temperaturą - mamy dni chodzenia po pokładzie w koszulkach z krótkim rękawem (na 71 stopniu szerokości geograficznej północnej), częściej jednak zakładam pod sztormiak dwa polary a i tak marznę (cztery godziny przy sterze, bo po tyle wachtujemy, dają nieźle w kość). Lód na wantach, gęste mgły - to także normalka. Pewnym zaskoczeniem okazuje się mała ilość lodu na wodzie. Pola lodowe i growlery spotykamy tylko na początku (wybrzeże Kanady i Stanów); potem, na wodach rosyjskich, już takich atrakcji brak.

© 2006-2009 by Twoje Media Sp. z o.o. | Wszystkie prawa zastrzeżone. | Designed by www.Sail-Info.pl

  :: Aktualności   :: Gdzie kupić   :: Archiwum   :: Prenumerata   :: Giełda   :: Kontakt   :: Konkursy   :: Reklama

Żeglarstwo | Rejs | Żeglowanie | Jachty | Barki | Regaty | Łodzie | Żagle | Regaty | Katalog firm | Filmy | Sporty Wodne | Czartery | Mariny | Stocznie |
Linki | Wędkarstwo | Jachting Motorowy | Czasopisma hobbystyczne | Czasopisma dziecięce | Masaż |