News
Bezpieczeństwo dzieci na jachcie
, 2010-08-05
W momencie wypłynięcia w nasz dwuletni morski rejs dzieci miały już: 1,5 roku (Ida) i 4 lata (Igor). I jeszcze wtedy co niektórzy lekko pukali się w czoło, że takie maluchy zamierzamy ciągać po świecie. A dla dzieci to była wspaniała przygoda.

Już na etapie kupna jachtu zwracaliśmy uwagę, aby był bezpieczny i wygodny do pływania z dziećmi. Musiał mieć duży kokpit, który w ciepłych krajach jest niezbędnym pomieszczeniem, bo właśnie tam spędza się większość czasu. Konieczny był też daszek. U nas tę rolę podczas pływania spełniała duża bateria słoneczna, która chroniła przed słońcem. Była przymocowana na rufie na specjalnej bramce. W portach lub na kotwicowiskach dodatkowo rozwijaliśmy tent. Następnym kryterium wyboru był solidny reling, na którym zamontowaliśmy siatkę ochronną. Taka siatka jest konieczna, gdyż dzieci chcą odkryć każde miejsce na jachcie, a lepiej ,,zapobiegać niż leczyć". Poza tym siatka ma dodatkowe przeznaczenie - chroni przed wypadnięciem za burtę rzeczy, które często są przez nieuwagę zostawiane na pokładzie.
Im mniejsze, tym lepiej!
Często znajomi pytali, czy nie boimy się zabierać tak małych dzieci na jacht. Argumentowali, że to niebezpieczne, że nie umieją pływać, że mała powierzchnia, że będą się nudzić. Nasz 6-letni teraz Igor po raz pierwszy pływał z nami na jachcie, kiedy miał 3 miesiące. Uszyliśmy mu specjalny głęboki hamak, aby wygodnie mu się spało podczas pływania (jak wiadomo, dzieciom w tym wieku sen zabiera sporo czasu) i wzięliśmy na pokład głęboki fotelik samochodowy. Poza tym oczywiście (jak to młodzi rodzice) dziesiątki innych, jak się potem okazało, zupełnie niepotrzebnych rzeczy. To tyle o ,,trudnych początkach".
Kamizelki obowiązkowe!
Kolejna ważna sprawa - środki ratunkowe dla dzieci, czyli kamizelki. Należy kupić je w specjalistycznym sklepie i ważne jest, aby kamizelka miała atest. To od niej może kiedyś zależeć życie Waszego dziecka. Kamizelki nieatestowane są tańsze, ale na środkach ratunkowych nie można oszczędzać - możemy nie mieć szansy naprawić swojego błędu. Jej rozmiar musi być dobrany do wieku i wagi dziecka. Niestety, podobnie jak dziecięce ubrania, praktycznie rokrocznie trzeba ją wymieniać na większy model. Aby kamizelka była skuteczna, musi być dopasowana, nie możemy w niej np. podwinąć rękawów lub skrócić nogawek. Oczywiście ma ona regulowane za pośrednictwem pasków zapięcia, ale dzieci rosną bardzo szybko. Dobra kamizelka to wydatek ok. 100 zł, zależnie od rozmiaru. Nie mogliśmy jednak zapomnieć, że będziemy pływać głównie w bardzo ciepłych rejonach Morza Śródziemnego, a przy temperaturze 38-42?C noszenie takiej kamizelki jest niekomfortowe. Najwygodniejszym rozwiązaniem byłyby kamizelki pneumatyczne, ale bardzo ciężko znaleźć je w rozmiarze odpowiednim dla kilkuletnich dzieci. A nawet jeśli, to przeważnie nie posiadają pasków zabezpieczających między nogami. Inna sprawa, że w momencie wypływania w rejs były one poza naszym zasięgiem finansowym i na gorące dni postanowiliśmy sprawić dzieciom uprzęże. Lekkie, uszyte ze specjalnych taśm, zabezpieczone plastikowymi zapięciami - można je nosić nawet na gołe ciało. Przed każdym użyciem testowaliśmy je, podnosząc dziecko do góry za wpiętą w uprząż linę. Trzymała. Warto też przestrzegać noszenia przez dzieci kamizelek ratunkowych na pomostach w portach, skąd o wiele łatwiej wpaść do wody niż z jachtu. Podczas pływania mamy cały czas wzmożoną czujność, a w porcie czujemy się pewniej. Dla dzieci jednak jest to miejsce o wiele bardziej niebezpieczne. W porcie woda często jest nieprzejrzysta, a całe mnóstwo lin, węży i łódek utrudnia akcję ratunkową. We Włoszech byłam świadkiem sytuacji, gdy chwila nieuwagi wystarczyła, by wózek z niemowlęciem, z którym na kei stała mama, jakimś sposobem przejechał kilkadziesiąt centymetrów i wpadł do wody, zanurzając się całkowicie. Matka w odruchu ratowania dziecka od razu wskoczyła do wody. Wózek dzięki pompowanym kołom za chwilę pojawił się z powrotem na powierzchni, na szczęście z... zapiętym w szelki dzieckiem.
Uważam też, że trzeba oswoić dzieci z pływaniem w kamizelkach. Pierwsza nasza próba skończyła się na odklejaniu dzieci od naszych szyi i ratowaniu się za wszelką cenę przed zatonięciem. Oczywiście piszę to w formie żartu, aczkolwiek prawdą jest, że gdy nie nauczymy dzieci swobodnego zachowania się w kamizelkach w wodzie, to w przypadku znalezienia się w niej w efekcie wypadku, może to być nieprzyjemne dla dzieci, a dla rodziców niebezpieczne.